The Grapes of Death…

The Grapes of Death…

The Grapes of Death (1978)

Siema, to ja! Dawno nie było wpisu, ale życie prywatne, studia i praca spowodowały, że nie miałem dużo czasu na oglądanie filmów, a jak już coś udało mi się obejrzeć to albo nie był to horror tylko jakiś mainstreamowy hicior, albo po prostu nie nadawał się bym o nim tutaj pisał. Ogólnie ten też nie jest wyjątkiem, bo „Mordercze Winogrona” nie są dobrym filmem grozy, a bardziej bekowym crapem do obejrzenia na rozluźnienie po stresującym dniu. Ale już bez zbędnego rozpisywania się, zapraszam do czytania!

Élisabeth to młoda kobieta, która wraz ze swoją przyjaciółką jadą sobie na wakacje pociągiem. Od razu mówie, że nie są to jakiś lamerski wyjazd na Karaiby czy inne Malediwy, ale wczasy w malowniczej wiosce, w której nic się nie dzieje a czas zatrzymał się w latach 20. XX wieku. Élisabeth zamierza odwiedzić tam swojego chłopaka, który pracuje/ jest właścicielem ( sory, ale to taka ważna informacja, że zapomniałem) w każdym razie tam jest i to się liczy. Nagle przyjaciółce naszej protagonistki chce się chyba srać, nie wiem, ale idzie sobie do kibla. Oczywiście zostaje tam szybko brutalnie zamordowana przez jakiś wieśniaków. Élisabeth widząc to ucieka szukać pomocy. Nie wie jednak, że cała wiocha została skażona przez zatrute eksperymentalnymi pestycydami winogrona.

Zanim na dobre się rozkręcę chce zaznaczyć, że nigdy nie byłem i w zasadzie nie jestem zwolennikiem francuskich horrorów. W swoim życiu może z dwa, ale na pewno postaram się zgłębić ten gatunek, szczególnie, że moja misja z video nasty zawiera kilka „smaczków” z tego kraju. Wracając do filmu, jak widzicie fabuła nie jest wymagająca, można wręcz powiedzieć, że właśnie opowiedziałem wam 2/3 filmu, ogólnie jest tu dużo biegania, krzyczenia i dziwnych decyzji głównych bohaterów. Podobno jest to pierwszy zombie movie z Francji i to widać, ale na rozmowę na temat charakteryzacji jeszcze przyjdzie czas. Za reżyserię tego cuda odpowiedzialny był Jean Rollin czyli reżyser dość popularny w środowisku fanów filmów grozy. Twórca takich hiciorów jak chociażby „Martwa żyjąca dziewczyna”, swoją drogą może kiedyś o tym filmie tutaj napiszę, jeśli go dokończę xd. Jeśli chodzi o zdjęcia to odpowiadał za nie Claude Bécognée i w zasadzie niczego mu nie można zarzucić. Dużo statycznych zdjęć, takie ojeju hmm, no jak ktoś oglądał pierwszy lepszy zombie movie z lata 70-89 to wie o co chodzi.

No dobra, ale jak to się ogląda. Ogólnie muszę przyznać, że dość znośnie, szczególnie, że miałem to szczęście posiadania wersji z napisami, których autorami, bądź też autorem był jakiś śmieszek. Jak wspomniałem wyżej to takie typowe kino do pośmiania. Zombie to jakieś wieśniaki z musztardą na czole i ranami wyglądającymi jakby ktoś rzucił w nich gównem. Bohaterowie również nie grzeszą intelektem czego efektem jest pozbawiona sensu końcówka. Tak btw to w środku filmu jest taki moment, że twórca za późno zorientował się, że fabuły starcza mu na godzinę horroru, więc kolejne 30 minut dograli na szybko.

Ogólnie polecam, nie jest to może świetny i zapomniany horror klasy B, ale no przynajmniej można się pośmiać i troszkę rozluźnić.

Moja ocena: 9/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Winogrona+%C5%9Bmierci-1978-173737

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu

Comments are closed.