Gala całkiem spoko, mocno…

Gala całkiem spoko, mocno…

Gala całkiem spoko, mocno okrojona względem ostatnich lat, tempo początkowo trochę mnie przytłaczało, choć w trzech godzinach i tak się nie zmieścili. Brak prowadzącego wyszedł bardzo mocno na plus, pamiętam jak drętwo wypadali Kimmel rok temu i Neil Patrick Harris parę lat wstecz. Całkowicie żenujących żartów nie uniknęliśmy, ale bywało gorzej.

Mocne nastawienie na multikulturalizm i feminizm w nagrodach, ot taka aktualnie fala w kulturze, osobiście nie uważam tego za nic negatywnego. Ciągłe powtarzanie tych samych przekazów mogło być jednak dla niektórych męczące. Pamiętajmy jednak, że Oscary to zawsze jednak było coś więcej, niż jedynie docenienie dobrych filmów, większość artystów chce także zamanifestować swoje idee w momencie, gdy słuchają ich miliony ludzi na całym świecie.

Nie uważam jednak, by którakolwiek nagroda została przyznana na siłę. Największa ilość statuetek dla „Bohemian Rhapsody”, z czego jednak 3 z 4 to nagrody techniczne (o dźwięku nie chcę się wypowiadać, bo się nie znam, za montaż wolałbym Vice, ale nie muszę zgadzać się ze wszystkim). Malek świetnie odwzorował Mercury’ego, inne kreacje nominowane również były wspaniałe, ale o tę nagrodę myślę, że nie ma co się obrażać.

Kolejny kontrowersyjny film, „Czarna Pantera”, trzy Oscary – muzyka, scenografia i kostiumy. Osobiście uważam, że nominacja dla najlepszego filmu to przesada, choć tu ważne jest jakie przełomowy w kulturze amerykańskiej ma ten film, Ichabod ciekawie się na ten temat wypowiadał, polecam sprawdzić. Nagrody jednak nie dostał, a w warstwie audiowizualnej „Black Panther” prezentował się świetnie, bardzo oryginalne, kreatywne podejście do tematu i statuetki, które dostał, według mnie są zasłużone.

„Roma”, największy rywal naszej „Zimnej Wojny”, Cuaron zgarnął wszystkie Oscary, gdzie byliśmy nominowani. Film wiele osób może nudzić, ale nakręcony jest przepięknie. Kino bardzo autorskie, osobiste, subtelne, dlatego nagroda za reżyserię też nie dziwi. A jeśli film jest nominowany i za film nieanglojęzyczny, i za najlepszy obraz, a także w ośmiu innych kategoriach, to raczej jest pewniakiem w tej pierwszej. No i dołóżmy niechęć środowiska filmowego do polityki Trumpa, a zwłaszcza budowy muru z Meksykiem, a stamtąd właśnie wywodzi się Cuaron.

Czarnoskórzy aktorzy ze statuetkami za role drugoplanowe oraz Spike Lee z nagrodą za scenariusz. Nie widziałem jeszcze „Gdyby ulica Beale mogła mówić”, ale podobno Regina King zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Mahershala Ali chyba nie budzi żadnych kontrowersji, a „Green Book” i tak jest chyba jednym z najbardziej lubianych filmów w tegorocznym wyścigu, ale o tym za chwilę. Z kolei historia w „BlackKklansman” jest naprawdę świetnie, oryginalnie napisana, polecam sprawdzić film, zanim zaczniecie komentować, że to „jedynie nagrody dla murzynów.”

No i ostatecznie główna nagroda dla „Green Book”. Jak pisałem we wcześniejszym wpisie, najbezpieczniejsza nagroda, która nikogo nie wkurzy. Bo i mamy co prawda motywy rasowe, ale nie jest w tym przesadnie nachalny, film ogólnie jest niezwykle przyjemny w odbiorze i trudno go nie polubić, niesie ze sobą niezwykły ładunek ciepła. Nie jest to może film najoryginalniejszy, ale nie jest też aż tak powtarzalny jak „Bohemian Rhapsody” czy „A Star is Born”.

#oscary #oscary2019 #film #kino

Comments are closed.